Czapki na bakier * Piotrek Margas

Rubaszny książę Poniatowski


Link 19.02.2008 :: 10:10 Komentuj (0)
Jegomość Stanisław August Poniatowski, ostatni król Polski miał brata. Kazimierza Poniatowskiego. Brat władcy, inaczej niż to ma się dzisiaj, nie posiadał żadnej władzy w państwie. Miał za to dużo pieniędzy, dużą wyobraźnię i trochę ziemi leżącej obecnie pomiędzy Muzeum Wojska Polskiego a ulicą Książęcą. Włości nosiły nazwę książęce. I na tym to książęcem książe Kazimierz realizował swoje fantazje. Obecnie znajduje się tam park, sadzawka, zdrój oligoceński stylizowany na późny klasycyzm postawiony bez związku z historią po II wojnie światowej. Jest jednak pewna pozostałość po wybujałej fantazji Kazimierza.
Nie jest to ani japońska pagoda ani minaret, które stały tam pod koniec XVIII wieku. Zaznaczam, że książe nie był ani wyznawcą Allaha ani tym bardziej japończykiem. Był po prostu bogatym ekscentrykiem.
Ostatnią pozostaością po jego bujnej wyobraźni jest podziemna rotunda, której wejście prezentuję na zdjęciu.

Za tymi drzwiami rozciąga się labirynt prowadzący do sporej rotundy. W czasach swojej swietności było to miejsce melanży ówczesnej warszawki. Jest to dowód na moją teorię, że dzisiejsze czasy są wyjątkowo pruderyjne i zepsuci to byli ludzie w dawnych wiekach. Rotunda służyła bowiem do organizowania orgii i mocno zakrapianych imprezek księcia i jego ziomali. Oczywiście brata też czasem zapraszał.

Dziś nie ma tam nic. Jest kłódka i cisza. Myślę że można tam spokojnie wejść, trzeba jednak uważać na szczury. To, że miejsce to jest wyjęte z użytku to skandal jak siemasz. Był pomysł utworzenia tam siedziby warszawskich przewodników, ale na pomyśle się skończyło. A przecież to istna perełka, coś niesamowitego. Kto dziś miałby na tyle rozmachu żeby przekopać pół skarpy i zbudować tam klub?

Syreni Gród


Link 19.02.2008 :: 10:33 Komentuj (1)
Warszawska Syrenka jest zajebista. I nie ma co gadać, symbol miasta jak się patrzy, a do tego niezła niunia z fajnym ciałkiem.

Symbol miasta od XIV wieku. Przynajmniej z tego czasu pochodzi jej najstarsze odnalezione przedstawienie na księdze rachunkowej. Była to bardziej hybryda kobiety, smoka i ryby. Zresztą sami zobaczcie:


W XV wieku była ptako-rybo-smoko-kobietą, a syreną sensus stricte stała się w wieku XVII.

A jej historia jest prawdziwie starożytna. Działo się to na przełomie tysiącleci. Dwie siosty z Atlantyku postanowiły zabalować trochę na Bałtyku słynącym z kozackich melanży. Pierwsza siostra była słabsza i wypiła o setkę za dużo i zasnęła na wybrzeżu Danii. Do tej pory można ją zobaczyć jak odsypia kaca w Kopenhadze. Druga siostra była mocniejsza i dopłynęła aż do Gdańska, gdzie pod wpływem różnych środków skręciła w Wisłę i dopłynęła aż na piaszczyste plaże jej środkowego biegu. Postanowiła przykimać sobie na plaży na terenach dzisiejszego Powiśla. A kiedy obudziła się bez kaca stwierdziła że to kozackie miejsce i że zostanie tu trochę dłużej. Generalnie to nie była wcale spokojna i plątała rybakom sieci i odganiała ryby. Ale że była zajebistą sztuką i ładnie śpiewała rybacy nie mieli pretensji. W parę lat później nastąpiło wydarzenie, które przypieczętowało związek Syreny z tym miejscem. Mianowicie jakiś bogaty niemiecki alfons złapał Syrenkę i chciał ją przeszmuglować do jednego z burdeli za Odrą. Ludność Warszawy ją uratowała, a ona wówczas powiedziała im:
"A to szwabski oblech."
po czym dodała:
"Jakby co to wiecie gdzie mnie szukać, pomogę wam".
i właśnie od tego momentu syrena ma miecz i tarczę do obrony swojego grodu.


Powyżej Syrenka staromiejska wyrzeźbiona przez Konstantego Hegla. Chyba najbardziej charakterystyczna i jedna z piękniejszych. Ustawiona w 1855 roku, przeniosła się na obrzeża Starówki po czym w 2000 roku wróciła na stare śmieci.

POLECAM


Link 19.02.2008 :: 21:58 Komentuj (0)
Warszawa jest miastem inspirującym tak jak żadne inne. Miliony wierszy, książek, piosenek i filmów opisują nasze kochane miasto. Co jakiś czas więc pojawiać się będą piosenki lub same ich tytuły. Zapraszam.

Na początek jedna z najbliższej z Warszawą kojarzonych piosenek, T.Love, "Warszawa". Bez ciśnień, potem będzie mniej sztampowo.



Gloria Victim - Muzeum Katyńskie w Warszawie


Link 20.02.2008 :: 10:15 Komentuj (1)
Katyń

Charków

Miednoje

Ostaszków

Kuropaty

Starobielsk

1940


Wymordowanie blisko 20.000 polskich żołnierzy, w tym wielu oficerów oraz ludzi kultury i nauki. Na mocy osobistego rozkazku Stalina NKWD w marcu 1940 roku rozpoczęło ludobójczą zbrodnię na polskich jeńcach wojennych pojmanych podczas Kampanii Wrześniowej. Trudno opisać wszystkie wątki i aspekty tej zbrodni, podam więc tylko kilka faktów, które wydają mi się najistotniejsze.
Wina ZSRR nie podlega dyskusji. Gdyby kiedykolwiek rozpoczął się proces w tej sprawie strona polska ma w 100% przygotowany materiał dowodowy. Przyczynił się do tego prezydent Rosji Borys Jelcyn ujawniając częściowo archiwa NKWD. Obecny prezydent, a zapewne i jego następca nie uznają Katynia za zbrodnię ludobójstwa. Masowe groby Polaków zamordowanych strzałem w tył głowy odkryli w 1943 roku Niemcy i przekazali światu tę informację chcąc tym samym zyskać poparcie dla swojej kampanii na ZSRR. Próbowali również wykorzystać ten fakt propagandowo do zdobycia poparcia wśród Polaków. Liczyli na uspokojenie się sytuacji w Polsce, utworzenie jednostek wojskowych podległych władzy niemieckiej, a w marzeniach mieli kolaboracyjny rząd. Polacy, wszystkie opcje polityczne i władza w Londynie przy 100% poparciu społecznym powiedzieli w skrócie tak: "mamy was w dupie".
ZSRR od początku wypierało się zbrodni, przez cały okres tak zwanej Polski Ludowej obwiniało za nią Niemców, a generalnie wyciszało wszystkie o niej wzmianki. To samo robili Anglicy i Amerykanie w roku 1943, 44 i 45. Nasi zachodni sojusznicy namawiali do spokoju i wstrzemięźliwości. Nieliczni, jak Geoffrey Potocki de Montalk, starali się dociec prawdy. Nieliczni Polacy również wyciszali sprawę. Duże zasługi w tej kwestii ma Wanda Wasilewska i Zygmunt Berling. Różne są domniemania na temat przyczyn zbrodni. Domniemania - ponieważ żaden z inicjatorów nie pozostawił o tym wspomnień. Jedni mówią, że Stalin mścił się za to jak ruscy dostali w dupsko w 1920. Moim zdaniem chodziło o chęć usunięcia intelektualnej śmietanki polskiego społeczeństwa, jego "głowy".
Na pewno warto wiedzieć, Chruszczow zdecydował o zniszczeniu 21.000 teczek personalnych i stosów dokumentów o zbrodni, zostawił jedynie niewielki plik dokumentów. Ich treść była jedną z największych tajemnic ZSRR i jest taką w dzisiejszej Rosji. Zachowane dokumenty dotyczące Katynia przechowywane są w "Teczce Specjalnej numer 1", wgląd do niej miał TYLKO przewodniczący KPZR. Dziś teczka ta przekazywana jest do wglądu prezydentowi Rosji po objęciu przez niego władzy.

W zeszłym roku ktoś powiedział coś bardzo mądrego.
Zbrodni katyńskiej nie należy rozpatrywać w kategoriach utraty przez Polskę 20.000 ludzi. To utrata intelektualnej siły narodu, jego przywódców i autorytetów. To nie napisane książki, nie dokonane odkrycia, nie namalowane obrazy. Ale przede wszystkim śmierć tych ludzi opóźniła odzyskanie niepodległości przez Polskę do roku 1989. Z tymi, których ZSRR podstępnie zamordowało, komunizm przegrałby znacznie szybciej.


Muzeum Katyńskie jest oddziałem Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie i mieści się przy ulicy Powsińskiej 13, razem z Muzeum Polskiej Techniki Wojennej.


Jelcyn to jednak był w porządku.


Urna z prochami z miejsc zbrodni.


W ten sposób morduje się 20.000 ludzi.

Warszawa przyszłości


Link 20.02.2008 :: 22:37 Komentuj (1)
Miło pomarzyć.



Starówka


Link 26.02.2008 :: 20:17 Komentuj (0)
Wśród kamienic niebotycznych
Staromiejski leży Rynek
Z rana kramów jest terenem
A wieczorem katarynek.

Kamienice mieszczą w sobie
Wielce zacny świat mieszczański
Zaś im nadał budowniczy
Styl gotycko-nadwiślański.

"Rynek Staromiejski" wedłóg Or-Ota. A poniżej mój spacer.


Plan murów i Starego Miasta. Przy baszcie od strony Podwala, przy Małym Powstańcu.


Pomnik Warsa i Sawy, legendarnych założycieli miasta Warszawy. Ukryty z boku, od zewnętrznej strony murów od strony Wisły. Cóż. Gusta są różne. Może i dobrze że taki niewyeksponowany. Sam nie wiem.. A pamiętacie tę historię? Jeden z książąt mazowieckich polował w lesie. Wówczas cała Warszawa to był wielki kampinos no i wziął książe i zabłądził. Odnalazł chatkę w lesie, w której mieszkało ubogie małżeństwo - Wars i Sawa. Zbliżała się noc więc ugościli go, nakarmili i przenocowali, a książę w dowód wdzięczności nadał im ziemię wokół ich chatki. Na następny dzień Wars postawił Pałac Kultury, żeby przyjezdni mieli się po czym orientować i tak powstała Warszawa.


Ale Sawa to ładna w sumie..





To też tam na dole, ulica Bugaj. Spytaliśmy z kolegą Bartkiem pani, która tam mieszka o co chodzi. Powiedziała jakby to było najbardziej oczywiste: "rzeźbiarz tu mieszka i wystawia". Proste.


Skoro jesteśmy przy radosnej twórczości własnej to zapraszamy do szkoły filozofów przy ulicy Krzywe Koło. Chociaż widzę, że teraz to zostało przemianowane na punkt informacyjny. Zwał jak zwał. Nieleczona schozofrenia może być groźna.


A tu z kolei Kanonia. Stare Miasto od wieków przyciągało artystów.

Jutro ciąg dalszy, już bardziej turystyczny, do zobaczenia!

Stare Miasto część II


Link 27.02.2008 :: 16:12 Komentuj (1)
Wielka radość w Warszawie,
bo Starówka znów stoi,
człowiek oczom nie wierzy,
istny cud, drodzy moi;

wszystko takie jak dawniej:
dachy, Rynek i księżyc,
tylko jeszcze barwniejsze,
tylko jeszcze piękniejsze.

Gałczyński, "Wielka radość w Warszawie".

Taka ta nasza Warszawa, że jak się zachowały trzy cegły to już można mówić, że dom przetrwał, a jak się udało w hucie pod Dąbrową odnaleźć miecz z pomnika to rzeźba jest oryginalna. Cóż, w Warszawie cenne jest to co w głowach i sercach, nie to co widać. Chociaż czasem można znaleźć jakieś drobiazgi z przeszłości...

Oto najstarsza w Stolicy tabliczka z nazwą ulicy. Pochodzi z XVIII wieku.


A to tuż pod tą tabliczką pozostałość po parkingu dla koni.


Takie odsłonięte fragmenty całkiem sporo pozwalają się dowiedzieć. Po pierwsze, budynek stał już w epoce gotyku. Po drugie, czerwona gotycka cegła nie była jedyną formą elewacji, bo tutaj widać, że była malowana na różne kolory. Po trzecie ten fragment portalu jest zbyt nisko nawet jak na ówczesny wzrost ludzi, więc wiadomo o ile mniej więcej podniósł się poziom gruntu. Ten oto zabytek klasy zero widać na rogu Jezuickiej i Kanonii, pochodzi z XVI wieku.

A to ciekawa historia. Jak informuje tablica widzimy "fragment gąsiennicy niemieckiego czołgu Goliat, który zniszczył mury katedry". Archikatedry świętego Jana Chrzciciela. Wybuch był jak siemasz, kawał murów się zawalił. A mury tej budowli nie są z karton-gipsu. W każdym razie chodzi o to, że Goliat (czyli bezzałogowy wypchany materiałem wybuchowym czołg sterowany na kabel) faktycznie wywalił te mury, ale ta gąsiennica nie pochodzi z niego, tylko z jakiegoś zupełnie innego czołgu, a czemu tutaj znalazła się taka informacja nie wiadomo.


Mówią mury..


Link 29.02.2008 :: 09:51 Komentuj (2)
Pierwsza część tablic upamiętniających z Nowego Światu.


Sakamder. Grupa poetycka założona w roku 1918 przez Juliana Tuwima, Antoniego Słonimskiego, Jarosława Iwaszkiewicza, Kazimierza Wierzyńskiego oraz Jana Lechonia. Nie będę pisał o nich, bo to jest dobrze opisane tu Skamader

Ciekawym natomiast wydarzeniem było samo utworzenie grupy, które upamiętnia tablica. Mianowicie na wieczór zaproszono wielu ludzi i, uwaga, murzyna. A w roku 1918 murzyn był w Warszawie niemałym wydarzeniem. No i ten murzyn miał wyjść na scenę w opasce na biodra z bambusa czy czegoś takiego i zatańczyć. No więc wyszedł i już wtedy na sali nastąpiło wielkie poruszenie. Prawdziwy skandal natomiast wydarzył się w momencie, kiedy owa opaska mu przypadkowo spadła odsłaniając przed śmietanką warszawskiej socjety sporych zapewne rozmiarów siusiaka. Panie pewnie pomdlały, panowie pogubili kapelusze.


Skoro jesteśmy przy literatach to w domu na skrzyżowaniu Nowego Świata i Ordynackiej mieszkał właśnie owy pan, Leopold Staff. Jeśli o mnie chodzi o uwielbiam wiersz "Pierwsza przechadzka".
Przeczytaj ten wiersz


Kompozytor na miarę Chopina tylko z trochę słabszym PR.


Chyba nie trzeba przedstawiać.


Żeby to zobaczyć trzeba trochę zboczyć z Traktu Królewskiego. Tablica umieszczona na winklu hotelu Victoria. Nie wiem dlaczego ta tablica została umieszczona akurat w tym miejscu, ale pieprzonym skandalem jest że taki hotel w ten sposób podchodzi do upamiętnienia jednego z najwybitniejszych światowych tancerzy i choreografów wszechczasów. Wacław Niżyński. W równym stopniu geniusz jak człowiek chory. Ma piękny grób we Francji.
Grób Niżyńskiego

Komunikacja miejska


Link 29.02.2008 :: 15:25 Komentuj (1)
Najpierw metro w Warszawie



A teraz autobusy. Nie wiem czy to dobrze że przechodzą takie kursy, bo potem niektórzy testują je na mieście i na pasażerach.





Księga gości


Oneshot Design
Oneshot Photo

to zero dwa dwa
Wazne Miejsca
MiastoWu
Mef - o Warszawie
Warszawa78
Schwefel
Miasto moje a w nim
Syreni gród jest fest
Wiadomo, Stolica!
Po prostu Warszawa
Warszawiarnia
scp

2017
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień


administracja: oneshot.pl